Kontakt z naturą jest w obszarach urbanistycznych niejednokrotnie luksusem, a powinien być normą. Im bardziej betonujemy planetę, tym gorzej się czujemy. Powodów naszego pogarszającego się zdrowia i samopoczucia jest wiele. W naszym pierwszym wpisie skupimy się na powietrzu.

W powietrzu unosi się cała masa szkodliwych związków chemicznych, których same nazwy przyprawiają o dreszcze, by wymienić choć formaldehyd, ksylen, benzen czy amoniak. A jest ich znacznie więcej. Sądzimy zwykle, że to powietrze na zewnątrz jest dla nas głównym zagrożeniem, dlatego w okresie jesienno – zimowym wielu z nas wkłada poruszając się po mieście maski antysmogowe. Tymczasem w pomieszczeniach zagęszczenie toksyn jest często znacznie większe i to od niego powinno się uciekać. Albo temu przeciwdziałać.

 

Co nas zatruwa
Badania Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) wskazują, że w powietrzu pomieszczeń biurowych może się znajdować w skrajnych przypadkach aż 900 szkodliwych substancji. W dodatku ich normy bywa, że są przekraczane ponad stukrotnie. Jak podaje w swoim opracowaniu „Rośliny doniczkowe w hortiterapii” Monika Henschke z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, powodów tak silnego zanieczyszczenia we wnętrzach jest wiele. Są to m.in. wadliwa wentylacja czy szczelność pomieszczeń, uniemożliwiająca wymianę powietrza. A źródła zanieczyszczeń? To przede wszystkim materiały budowlane, farby, elementy wykończeniowe, lakiery, ale także urządzenia biurowe, takie jak drukarki. Zanieczyszczenia te powodują wiele dolegliwości psychofizycznych, a wieloletnie wystawienie się na nie może prowadzić nawet do nowotworów. „Są nawet określone symptomy związane z tzw. zespołem chorego budynku, jak: alergie, astma, zmęczenie, ból głowy, zaburzenia systemu nerwowego, trudności z oddychaniem, chore zatoki” - podaje Monika Henschke.
Zwłaszcza rosnący poziom pojawiania się alergii u dzieci, które w 90% są odpowiedzialne za astmę, zachęcił NASA do przeprowadzenia badań odnośnie skuteczności naturalnej filtracji powietrza, do jakiej zdolne są rośliny doniczkowe. Oczywiście dotyczyły one stacji kosmicznych, ale wnioski są jednakowo ważne dla pomieszczeń, w których pracujemy i mieszkamy. Mianowicie okazuje się, że niektóre rośliny (bo nie wszystkie w równym stopniu), posiadają zdolność oczyszczania powietrza. Jak to się dzieje?

 

Czyste rozwiązanie problemu
Już ze szkoły wiemy, że dzięki procesowi fotosyntezy w atmosferze utrzymuje się wysoki poziom tlenu. To jednak nie jedyne wyjątkowe właściwości roślin. Można je bowiem wykorzystać do fitoremediacji, czyli biologicznej metody oczyszczania powietrza. Przedrostek fito- oznacza roślinę, a -remedium to oczywiście środek zaradczy i w rzeczy samej – ta naturalna technologia sprawia, że z powietrza znikają toksyczne gazy. Są to dość skomplikowane procesy, które można ogólnie scharakteryzować jako efektywne pobieranie i niszczenie szkodliwych związków, nie tylko zresztą z powietrza, ale również m.in. z gleby.
Przy czym, jak twierdzi Monika Henschke; Im ośliny są starsze i osiągają większe rozmiary, mają większe zdolności fitoremediacyjne.”

Z badań NASA wynika, które konkretnie rośliny mają największe zdolności do fitoremediacji oraz, jakie substancje pochłaniają. O tym będzie traktował nasz kolejny wpis, a tymczasem rozejrzyjcie się, czy wokół Was jest wystarczająco dużo roślin, które pozwalają oddychać lepszej jakości powietrzem.

 

Rośliny ratują nasze zdrowie.

© moonstera 2019 Poznań